Gorszy ból psychiczny, niż ból fizyczny ...
Świeca, wieś podzielona na dwie części, I i II, znajdująca się blisko miasteczka Odolanów nie daleko Wrocławia. Mieszka tam około siedemset mieszkańców w tym ja z całą moją rodziną. Moja babcia ma oddzielny dom o dwieście metrów oddalony od naszego. Moja mama jest jej córką, miała 12 rodzeństwa, czyli mam pięć cioć i siedmiu wujków plus jeszcze to, iż wszyscy oprócz jednego wujka, który się rozwiódł wyszło za mąż. Nie zliczając ilu mam kuzynów czas na moją rodzinkę. Mama nie wysoka,z zawodu sprzedawca, pracuje w Delfy, to taka hurtownia części samochodowych, tata tez jest związany z samochodami, spawa układy wydechowe do aut.. Siostra także pracuje w Delfy, jest sekretarką szefa, załatwiła mamie pracę. Ta trójka zarabia około 1500 zł miesięcznie, no tata trochę więcej. I został brat i ja. Nie znoszę go, ale w jakiś dziwaczny sposób muszę go kochać, bo we wakacje strasznie tęskniłam za nim kiedy wyjechał do babci i siedział u niej przynajmniej 1,5 miesiąca. A no właśnie mam drugą babcię, Kazimiera, dziadek Kazimierz, super imiona, złączyły ich jak przeznaczenie. Mąż mamy mojej mamy, czyli Marii to Jan. I wreszcie przyszła pora na mnie. Mam 12 lat, niedługo już 13 ale nie spieszmy się tak z tym. Wiele zdarzyło się w moim życiu, nazywam je tak "Od piosenkarki do weterynarki". Spokojnie już wyjaśniam o co mi chodzi. Otóż mając około 4 , 5 lat odkryłam swój talent muzyczny w szkole, wzorując się na Hannie Montanie (jak mogłam ją lubić) jeździłam na konkursy wokalne. Teraz uczęszczał na dodatkowe lekcje śpiewu, zajęcia wokalne - ale to nie jest to co chciałabym robić w życiu. Moje plany są całkiem inne, niespodziewanie i zaskakująco zmieniłam się w zwolenniczkę zwierząt i nie dam skrzywdzić nawet kurczaka, którego często jem na obiad, lecz staram się zostać wegetarianką, skomplikowane. A więc najpierw czerwony pasek na świadectwie z podstawówki, gimnazjum, liceum, matura no i najtrudniejsze : studia weterynaryjne. Zamierzam pracować za darmo, zmieniać świat. Jestem osobą wierzącą, nie zmienię się ! Mam szacunek dla osób trzecich i starszych.. Trochę się rozpisałam, ale nic z tego i tak muszę o wszystkim napisać... Miałam ostatnio sen..
Ostatni sen...
Siedziałam na kanapie i oglądałam mój ulubiony serial, niestety trwał tylko 30 minut. W połowie odcinka z hukiem drzwi do domu wpadła mama, spocona, zmęczona, nogi jej się trzęsły ze strachu. Krzyczała: "pozamykajcie wszystkie drzwi na dwa zamki! nie uchylaj tego okna!" Wreszcie tata zabrał ją na łóżko, uspokoił, podał wodę, kawałek chleba i spokojnie zapytał co się stało. Mama przez chwilę nic nie mówiła. Tata kazał mi wyjść na moment z salonu i zamknąć drzwi, posłuchałam go, bo chciałam, aby mama wyjawiła mu ten jej sekret. Stanęłam przy drzwiach i lekko zerkając przez uchylone drzwi patrzyłam i słuchałam uważnie, o czym rozmawiają rodzice.- Szłam ze sklepu, kiedy nagle usłyszałam za mną krzyki, cytuję "malutka", wąsaty grupy i umięśniony facet biegł za mną, zaczęłam uciekać, a on krzyczał: "i tak cie dorwę, nigdzie się nie schowasz, powyrywam okna i dzwi z twojego domu i w końcu będziesz moja, zamorduje twoje dzieci i mężulka.." I ucichnął.. - odezwała się mama. Bardzo się tym zaniepokoiłam, tutaj kręci się ktoś taki. Widziałam go przecież obok szkoły, dziwny człowiek.
- Jutro pojedziemy na policję i wszystko tam opowiesz, dorwią go i nie martw się, tutaj jesteś bezpieczna. - zabrzmiały ostatnie słowa taty..
Pobiegłam na górę i położyłam się do łóżka, pomyślałam, że nie ma się czego bać, bo tata panuje nad sytuacją tylko, że wtedy nie wiedziałam, że zdarzy się tragedia.
Nazajutrz po słowach taty mama czuła się bezpieczna tylko że już nie chodziła sama do babci jak już to ze mną, z bratem lub siostrą, tata nie pokazywał się, bo gdyby znał tatę tamten facet mógłby coś mu zrobić i bylibyśmy wtedy bezsilni. Wszyscy martwili się o mamę. Dziwne plany, ale tylko to mogło uchronić naszą rodzinę przed nieszczęściem, poza tym ja i moje rodzeństwo bardzo boimy się o rodziców. Po paru dniach czuliśmy się trochę bezpieczniej. Wybrałam się z mamą do babci po jajka, mieliśmy tego dnia upiec ciasto. W drodze powrotnej rozmawiałyśmy o pogodzie, wiał zimny wiatr, ale gdzieniegdzie przebłyskiwało słońce. Nagle z za płotu wybiegł ten mężczyzna. Złapał mamę za rękę i powiedział groźnym głosem:
- Myślałaś, że już zapomniałem, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
Mama z przerażeniem odwróciła w jego stronę głowę.
- Puść mnie. Daj mi chociaż odprowadzić córkę do domu.. Przyjdę do Ciebie, tutaj, nigdzie indziej. - odparła mama. Nie mogłam uwierzyć, sama chciała przyjść i nawet się do niego uśmiechła, czy się znają? Szeptem powiedziałam mamie do ucha:
- Mamo, co ty wyprawiasz? Uciekajmy puki nas nie słyszy, mamo co się z tobą dzieje, chodźmy do domu.
- Nie rozumiesz, że chce tu przyjść ? Zaszaleć ? Nie denerwuj mnie, nigdy nie byłaś idealna i nigdy taka nie będziesz, mam cie już dość, ciągle słyszę aby "mama" i "mama", "zrób mi to", "zrób mi tamto" i co jeszcze? Ojciec też mnie nie szanuje.. Już do domu!!!
Nie mogła uwierzyć w te słowa.
- Nigdy nie mówiłaś, że jestem uciążliwa, przecież się zmienię, wróć ze mną do domu.
- Wynocha, niedojdo.. Wstydzę się, że Cię urodziłam. - wykrzyknęła, targnęła mnie za rękę i ciągła do domu.
- Przecież tata Cię kocha, wszyscy cię kochają.. - ostatnim tchem wypowiedziałam słowa.
W uliczce zauważyłam siostrę Sylwię, trzymała za rękę Dawida, jej chłopaka, kiedy mama weszła na moment do domu, ja w tym czasie wszystko jej powiedziałam i wyjaśniłam. Nie chciała mi wierzyć, ale zaproponowałam jej, abyśmy się schowały i zgodziła się.
Mama wyszła z domu, ubrała koszulkę tak bardzo krótką i obślizgłą, a na dodatek biust jej wystawał tak mocno, nawet jakieś bransoletki rockowe. Krótkie spodenki, było jej widać całe nogi. To wyglądało okropnie. Poszła w stronę tego pana, my z siostra podglądałyśmy gdzie idzie i rzeczywiście tam poszła. Nie chciałam na to patrzeć, pobiegłam z płaczem do domu, straszne to było.
Sylwia opowiedziała o tym tacie, ten nie mógł uwierzyć. Co się stało z moją mamą. Przyszła, obcięła się dziwnie, była nieznośna, miała ochotę komuś przywalić. Poszła na górę, włączyła komputer, weszła w internet, na stronę "NASZA KLASA". Zastanowiłam się od kiedy mama ma założoną naszą klasę? Zawołała nas wszystkich. Okazało się, że to był profil tego gościa, do którego poszła. Chciała nam go pokazać. Nagle usłyszałam wstrząsające słowa z ust mamy:
- Odchodzę od was!!
Zaczęłam źle oddychać.. Spojrzałam na siostrę - patrzyła na swoje palce, nic nie mówiła, na brata - miał oczy jak z orbity, był smutny , na tatę - miał w oczach łzy, po chwili wszystkie spłynęły po policzku. Byłam zdenerwowana, zła, smutna, kochałam ją, nadal kocham.
Wykrzyknęłam jej:
- Po co ja mam cierpieć, po co my mamy cierpieć? Po co nawet mnie rodziłaś? Po co żeniłaś się z tatą? Nienawidzę Cię.
Słowa " nienawidzę Cię" były nie prawdą, są nieprawdą, bo w głębi mnie bardzo, ale bardzo ją wtedy kochałam i kocham.
Nic nie powiedziała. Bo to był koniec snu ..Jaką poczułam ulgę, że to wszystko nie jest prawdą. Wieczorem dla spokoju zapytałam tylko mamę: Kochasz tatę? - a ona odpowiedziała: "oczywiście, że tak"..Co Ci skarbie przyszło do głowy?
Ten wczorajszy sen zmartwił mnie jak nigdy.. Dziwnie się zachowywałam, te wszystkie podejrzenia, skargi, problemy.. Jak bym nie była sobą.. Na szczęście już mi przeszło ale posłuchaj.. jak opisali mnie wtedy inni...
Piąta rano, a ja nie śpię. Nie wiem co się ze mną dzieje. Wszystko przez ten dziwaczny sen, który nawet nie był prawdą, denerwuję się jak świeci słońce, a jak jest pochmurnie ciągle płaczę, nie rozumiem samej siebie. Do wszystkich mam pretensje.. Wszystkich oskarżam oto czego nawet nie zrobili.. Co jest? Ciągle zadaję sobie to pytanie.. DEPRESJA..! To jest.
Oglądałam telewizor, a mama pojechała do sklepu, tak jak w tym śnie. Nagle do głowy przyszła mi myśl, która teraz by mi się nie spodobała.. Chciałam śledzić mamę. I poszłam za nią. Ukrywałam się tak, żeby mnie nie zauważyła, wlazłam we wszystkie możliwe miejsca.. I stało się.. Zobaczyłam mamę z jakimś mężczyzną. Jaka byłam wściekła, że sen się spełnił.. Podbiegłam do niej i wykrzyknęłam prosto w twarz:
- Czemu mi to robisz, czemu już taty nie kochasz. Dlaczego jedziesz rowerem i nas zostawiasz? Mamo pro ...
- Dziecko co ty mówisz. No przecież to wujek, co się dzieje, mówiłam ci, że jadę do sklepu.
Jak mogłam nie poznać mojego wujka i w dodatku chrzestnego ! Chciałam, żeby to wszystko już się skończyło. Po nocach wołałam "Mamo, co robisz, kocham cię." Mama nie wiedziała co robić, działo się ze mną coś złego i nie wiadomo było co ze mną robić. Płacze, nerwy i współczucia. I nikt nie chciał mi pomóc. Nikt mnie nie rozumiał. Gorszy ból psychiczny, niż ból fizyczny. Serce płacze jak nigdy, a najgorsze to, to, że nie można go uspokoić i pocieszyć. To trwało ponad trzy miesiące, w tym czasie opuściłam ponad 1,5 miesiąca szkoły, a nie miałam przecież głowy do nadrabiania i nauki.. Chodziłam słaba, z podkrążonymi oczami od płaczu jakby ktoś mnie pobił. Dojrzewanie.. To był ten powód. Ile ja wtedy przeżyłam.. Tylko, że jeszcze wtedy nie wiedziałam, jaka tragedia może się zdarzyć...
Przejmować się depresją.. Czekało gorsze.
W końcu odzyskałam spokój i zaufanie do mamy, spałam lepiej i byłam tak szczęśliwa, że w końcu coś musiało się zdarzyć. To trwało wiecznie, klątwa nigdy mnie nie opuści.. Strata kogoś ważnego w życiu to porażka, którą trudno przeżyć.